Beatrice, bo takie imię nosi nasza bohaterka, jest, a raczej chciała być zwyczajną nastolatką, tak jak jej rówieśniczki. I... Byłaby taka, gdyby nie to, że jej rodzina miała dość ciekawy przypadek. Tajemnicę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Tajemnicę, która swoje korzenie ciągnie od starożytności.
Panienka Beatrice była córką Diega i Marceli Sanchezów- najnormalniejszego w świecie sprzedawcy, w najnudniejszym sklepie, jakiego widziało ich miasto i zapowiadającej się świetnie przyszłej pani dyrektor byłej szkoły, do której uczęszczała jej córka.
Rodzice Marceli, Emilia i Antonio Caldo byli właścicielami małego, ale znanego w całym mieście antykwariatu "Nowy Rzym". Interes razem z mieszkaniem nad nim znajdował się praktycznie w centrum miasta, zaraz obok kawiarenki i kina, które przyciągały do siebie masy klientów.
- Co to za miasto?
Zielone oczy kobiety spojrzały na najmłodszą dziewczynkę z całego grona jej słuchaczy. Mała, również zielonooka, jednak blondynka, której na imię było Lydia, patrzyła na opiekunkę z nieskrywaną ciekawością. Brązowowłosa kobieta z cierpliwością godną anioła, już zaskarbiła sobie sympatię Lydii i jej koleżanki obok- cichej szatynki o oczach w odcieniu świeżo parzonej czarnej kawy- ta miała na imię Camila.
"Skąd ja wiedziałam, że nie będzie to tylko mój monolog, a wręcz zwykły dialog?"- myśli zielonookiej skupiały się wyłącznie na tym jednym zagadnieniu, bo faktycznie, przy dalszej próbie opowiadania historii, Lydia znów postanowiła zadać pytanie.
- Kochanie, nie powinnaś przerywać jak ktoś mówi.
- Przepraszam, ale ani razu nie wymieniła pani nazwy tego miasta.
- No dobrze. To miasto nazywa się Malaga...
-... Tiki taki i Kasztanki, dla ciebie i być może dla koleżanki!
Dzieci momentalnie podchwyciły rytm z reklamy zagranicznych słodyczy i chórem zaczęły śpiewać lub imitować pojęcie śpiewu, gdyż każde z nich wykrzyczało zapamiętany tekst łamanym językiem i to w dodatku w różnym tempie.
- Wybaczcie, że przeszkadzam w waszym wystąpieniu, ale czy mam kontynuować opowieść, czy już teraz zaprzestać i oszczędzić swoich sił?
- Przepraszamy.
Tym razem, to chłopcy pierwsi przeprosili za całe grono. Najstarszy z nich Peter- wysoki brunet o niebieskich oczach, z wielkim zamiłowaniem do sportu, podszedł do pary ciemnoskórych bliźniaczek- Stacy i Elinore. Obie, jak przystało na bliźniaczki miały tak samo czarne i kręcone włosy, oczy niczym bursztyny, świecące zazwyczaj radośnie w przeciwieństwie do rówieśników. Peter objął dziewczynki, które nie wiedzieć czemu, teraz były bliskie płaczu. Młodszy od Petera o dwa lata blondyn- Claus, brat Lydii zaczął natomiast pocieszać najmłodszego z trójki chłopców- Michaela. Niskiego w porównaniu do Camili, będącej w tym samym wieku co on, oraz wiecznie uśmiechniętego, chociaż nie w tej chwili, bruneta z piegami na całej twarzy, dającymi mu kilka lat mniej niż rzeczywiście miał.
- Może pani kontynuować? Bardzo prosimy.
Szatynka przyłożyła palec do ust i zaczęła udawać, że zastanawia się nad słowami Elinore. W zgiełku jaki wywołały dzieci prosząc, by opowiadała dalej, jej uśmiech powoli robił się coraz większy, tak, że po chwili nie dała rady go ukryć.
- Niech wam będzie! Zgadzam się.
Radosne krzyki, śmiechy i uśmiechy, reakcja dzieci na zwykłe i prawie, że nic nie znaczące słowa, była ogromna. Czyli jednak da się zaciekawić "trudną" młodzież z dwudziestego pierwszego wieku.
- Jeśli wiecie lub nie wiecie, Malaga to miasto w hiszpańskiej prowincji, która również nosi tą samą nazwę. Na mapie, jeśli zaczniecie zwiedzać świat na papierze, niech wasz palec skieruje się na tereny Hiszpanii i odszuka miasto, o którym mówimy, następnie jeśli znudzi się wam wpatrywanie w jeden punkt na kolorowym skrawku papieru, polecam zrobić użytek z waszych telefonów i wyszukać atrakcji, jakie zapewni wam miasto. Może znajdziecie nasz antykwariat. Bo uwierzcie, czasami nawet takie miejsca potrafią zadziwić i zapewnić dużą dawkę dobrej zabawy...

Komentarze
Prześlij komentarz